Elementy codziennego makijażu - Golden Rose, Wibo

W tym poście chciałabym podzielić się z Wami recenzją kosmetyków do makijażu, które wpadają w moje ręce każdego poranka. Są to kosmetyki, które zasługują na miejsce na toaletce w zasięgu mojej ręki.



Uważam, że codzienny makijaż nie powinien być ciężki, a świeży i promieniujący. Z tego też powodu nie używam na co dzień mocnych kosmetyków kolorowych. Moim standardem po kolei jest: lekki krem nawilżający jako baza pod makijaż, podkład, korektor w kredce jeśli zaskoczą mnie drobne niedoskonałości, trio do konturowania, bądź sam róż, puder transparentny, maskara, żel do brwi i ewentualnie eyeliner do podkreślenia linii rzęs. Teraz kiedy wiosna zaczyna budzić swoje kolory dookoła nas, dodaję także koloru na swoje usta, najczęściej w naturalnych barwach.

Część z obecnie używanych kosmetyków opisałam w poprzednich postach:
  • Podkład Astor → czytaj
  • Trio do konturowania Revolution  → czytaj
  • Puder transparentny Ingrid → czytaj
  • Eyeliner L'Oreal → czytaj
  • Pomadki Golden Rose → czytaj


W tym poście chciałabym się zając pozostałymi produktami. Pierwszym z nich jest korektor w kredce marki Wibo. Marka tania, lecz wszystkim dobrze znana, która czasami potrafi mnie naprawdę pozytywnie zaskoczyć. Tak jest w przypadku tego korektora, który spełnia u mnie wiele funkcji. Głównie maskuje niedoskonałości, które są u mnie rzadkie i niewielkie więc nie potrzebuję konkretnego krycia, a delikatnego zamaskowania. Czasami też po nieprzespanej nocy ratuje moje cienie pod oczami. Kredka jest miękka i kremowa dzięki czemu możemy bezinwazyjnie używać jej w delikatnych strefach. Tego produktu używam też jako bazy pod cienie. Daje ładną, gładką warstwę w kolorach jasnego beżu. Cienie ładnie się po niej rozprowadzają. Moje cienie nie są wyśmienitej jakości, lecz w połączeniu z korektorem Wibo mogę się nimi cieszyć całą noc. 





Kolejnym produktem jest maskara z Golden Rose - Miracle lash. Jest to mój pierwszy tusz do rzęs tej firmy, Wrzuciłam go szybko do koszyka podczas zakupów w drogerii internetowej, ponieważ był tani, a marka mi całkiem znana więc z góry mu zaufałam. Nie od razu się polubiliśmy. Na początku okropnie (ale to okropnie!) sklejał moje rzęsy pozostawiając mnie z kilkoma stożkami na powiece. Jako, że nie lubię używać na raz kilku kosmetyków o tym samym przeznaczeniu, uparłam się, że muszę się z nim zmierzyć. Z dnia na dzień zauważyłam, że tusz aplikuje mi się coraz przyjemniej, a efekt jest coraz lepszy. To już kolejny mój produkt z GR, który najzwyczajniej musiał zażyć świeżego powietrza. Tusz po tym czasie stał się przyzwoity, dokładnie taki jaki miał być. Mocno czarny, pogrubiający rzęsy, rozczesujący je i dający efekt lekkiego wydłużenia. Nie jest to mój faworyt, ponieważ miałam do czynienia z maskarami, które mnożyły moje rzęsy na oku tworząc śliczny grzebyk. Mówiąc teraz o kwestiach fizycznych, tusz ma porządne, plastikowe opakowanie o soczyście zielonym kolorze, który zdobią błyszcząco różowe napisy. Silikonowa, elastyczna szczoteczka jest naprawdę gęsta o stosunkowo krótkich grzebykach, lecz u mnie nie przekłada się to na prawidłowe rozczesanie rzęs. Podsumowując, ten tusz jest w porządku, lecz niestety nie trafił do ulubieńców.




Ostatni z produktów w tym poście to bezbarwny żel do brwi marki Wibo. Jestem osobą, której nie potrzeba pomad ani cieni do brwi, ponieważ z natury moje brwi są gęste i ciemne. Jedyne poprawki estetyczne to ich wyregulowanie oraz ujarzmienie właśnie tym żelem. Produkt ten jest naprawdę przyjemny. Za każdym razem kiedy go używam uwielbiam choć odrobinę go... powąchać! Pachnie naprawdę ładnie. Tego typu kosmetyki kojarzą mi się bardziej z zapachem chemii więc tutaj jestem mile zaskoczona. Przechodząc do efektu jaki uzyskujemy to przyznam, że jestem w nim zakochana. Jest to jeden z tych produktów, za którym naprawdę tęsknię kiedy go zapomnę. Brwi po nim są pięknie ułożone, a nadany im kształt trzyma się dopóki go nie zmyjemy. Jedyne co można zauważyć w tym żelu po pewnym czasie to jego zmętnienie. Myślę, że stało się to za sprawą tego, że nakładam go podczas wykończenia makijażu i zbieram nim cały puder osadzony na brwiach. Oczywiście jego zmętnienie w pojemniczku nie przekłada się na efekt na włoskach. Następnie co podoba mi się w tym produkcie to oryginalna szczoteczka. Jej połowa przypomina tradycyjną silikonową szczoteczkę maskary, lecz koniec stanowi kuleczka, która ułatwia nam aplikację żelu. Przedstawiony żel marki Wibo mogę szczerze polecić. 


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Szybko, tanio i dobrze - krem BB z Golden Rose

Styczniowe skarby z Golden Rose

Projekt denko #2